Obserwatorzy

wtorek, 27 listopada 2012

URODZINY

Listopad,to miesiąc obfitujący w mojej rodzinie w Urodziny. Pomijając kuzynki, siostrzenice i bratanka wczoraj świętowaliśmy Trzecie Urodziny Amelki, a dzisiaj Urodziny Mojego Syna.
Składam Wam- Ukochane moje Istoty- życzenia spełnienia (tylko mądrych) marzeń. ! A gdy mnie zabraknie pamiętajcie, że oddałam wam część mojego serca, sobie zostawiając tylko okruszek niezbędny do życia.

wtorek, 20 listopada 2012

URATUJ PIOTRUSIA!!!!!!!!!!!!!!!!

Prośba mamy małego chłopca:
"
"...Jeśli  w tym trudnym dla nas czasie...
- powiedziałeś nam, że mamy sprzedać mieszkanie, by zoperować dziecko...
- powiedziałeś mojemu mężowi czy siostrze, którzy całymi dniami objeżdżają lokalne firmy, by zdobyć sponsoring na imprezę charytatywną, że TAKICH ŻEBRAKÓW JEST PEŁNO...
- patrzysz z góry i z pogardą na moje dziecko dlatego, że dotknęła je choroba...

... to wiedz, że - owszem - jest nam przykro, ale modlimy się o Ciebie :) I wierzymy, że Bóg potrafi poruszyć nawet najbardziej zatwardziałe serca:) Czasem sami jesteśmy tego dowodem:)

Jeśli nie możesz nam pomóc, rozumiemy to doskonale, bo czasy są trudne, potrzebujących wielu, więc zwykłe słowo "nie" jest wystarczającym komunikatem, bez zbędnych dodatków.

Dziękujemy wszystkim, którzy dzielą się z nami sercem, swoim cennym czasem i pomysłami :) Nie tylko w sposób finansowy można komuś pomóc :)..."
Film o małym dzielnym chłopcu:
Masz serce - podziel się z Piotrusiem !!! 
Piotruś przyszedł na świat 20 maja 2009 roku i natychmiast lekarze podjęli walkę o jego życie – zabieg na maleńkim serduszku zakończył się całkowitym sukcesem i po kilku tygodniach spędzonych w szpitalu, maleńki, dzielny chłopczyk mógł wreszcie wrócić z rodzicami do domu, żeby zbierać siły na kolejna operację, która miała się odbyć w szóstym miesiącu jego życia.
Niestety w międzyczasie Piotruś ciężko zachorował – jego nóżka została zakażona przez bakterię i tylko dzięki natychmiastowej interwencji lekarzy i operacji kolana udało się ją uratować.
Dwa miesiące później Piotrusia czekała kolejna operacja serca . Przez tydzień rodzice czuwali na zmianę przy szpitalnym łóżeczku, modląc się, żeby ich synek zaczął samodzielnie oddychać. Mimo poważnych komplikacji, dzielny maluch zaczął wracać do zdrowia. Wszystko nareszcie zaczęło wyglądać normalnie – wspólne spacery, zabawy z rówieśnikami, śmiechy rozbrzmiewające w każdym kącie mieszkania i tupanie małych stópek, kiedy Piotruś biegł żeby zarzucić mamie ręce na szyję.
Ale Karolina i Krzysiek wiedzieli, że to jeszcze nie koniec walki – wiedzieli, że ich synek, musi przejść jeszcze jedną poważną operację, żeby móc cieszyć się normalnym zdrowiem i rozwijać tak, jak inne dzieci w jego wieku.
Niestety ze względu na "niedogodne warunki anatomiczne", Piotruś nie został zakwalifikowany do przeprowadzenia takiej operacji w kraju.
Chłopczyk rośnie i jego serduszko, składające się wciąż tylko z jednej komory przestaje wystarczać – Piotruś coraz szybciej się męczy, nie może już normalnie biegać – tato nosi go na barana kiedy chcą wyjść na spacer.
Zapalił się jednak promyczek nadziei – operacji małego serduszka podjął się światowej sławy kardiochirurg Edward Malec, który pracuje w Klinice Uniwersyteckiej w Monachium. Oceniając stan zdrowia Piotrusia, prof. Malec wyznaczył termin operacji na styczeń 2013 roku.
Niestety, zabieg taki nie jest refundowany, a jego koszt wynosi 36.000 euro.
To kwota znacznie przekraczająca możliwości finansowe rodziny Piotrusia.
Dla Karoliny i Krzysztofa rozpoczął się wyścig z czasem – bez tej operacji ich synek nie będzie mógł żyć!
Piotruś jest radosnym, pełnym energii chłopczykiem.
A teraz prośba do Was - rękodzielników .
Chcesz pomóc Piotrusiowi ???? Przekaż jedną nawet najmniejszą swoją pracę na kiermasz który odbędzie się 1 grudnia. Wiem mało czasu ale dla chcącego nic trudnego !!!
Część prac znajdziecie również na allegro :
Ja pomogę !
A Ty ????

Kontakt do Karoliny mamy Piotrusia: ramol41@wp.pl

środa, 14 listopada 2012

JAKĄ KUPIĆ MASZYNĘ DO SZYCIA???

Mam problem jak w tytule. Żeby Mikołaj nie zaskoczył mnie niechcianym (czytaj :o dwa numery za małym:) prezentem , poprosiłam rodzinę o wspólny prezent- MASZYNĘ DO SZYCIA. Mając na uwadze ich bardzo skromne zasoby finansowe, moje zaskórniaki, nazbierałam ok 300 zł. Wiem,że za takie pieniądze nie zaszaleję ale jak się dobrze zorientuję rynku maszynowym-na mój dawno pełnoletni, buntujący się coraz częściej Łucznik, odejdzie na zasłużoną emeryturę.
Upatrzyłam sobie nawet  maszynę ARKA 888 z tej stronki cenowo się mieści, ma jakieś bajerki.
Kto ma taką ??? Czekam na opinie.
Zaznaczam, że krawcowa ze mnie żadna. Czasami wszyję zamek, skrócę spodnie i najczęściej łatam ubranie robocze męża. Chciałam kupić Lidlową ( nie wiem jakiej marki), ale u nas do Lidla kolejka ustawia się wczesnym rankiem, po pracy oglądam zazwyczaj tylko kosze po gazetkowych produktach.
Jestem w kropce, a czasu coraz mniej do Mikołaja.

wtorek, 13 listopada 2012

KOSZYK Z PAPIEROWEJ WIKLINY

Był mi potrzebny, niezbędny, wyczekiwany... A tak prawdę mówiąc, chciałam zrobić coś większego niż serce, podkładka czy wazonik. Robiłam go dwa dni. Wyszedł koślawy, górkowaty, ale patrzę na niego jak na własne dziecko- nie zauważam wad i cieszę się, że jest!
Pierwszy raz wyplatałam z pomalowanych wcześniej rurek- gąbką namoczoną pigmentem ( takim, jaki dodaje się do farb  na ściany) i złotą farbą w sprayu.
Bardzo ciężko było mi wyrabiać kąty koszyka- nie wiedziałam jak to mam wyplatać, dlatego są takie dziwne- lekko zaokrąglone.

Kolejną trudność sprawiło mi usztywnienie koszyka. Dotychczas malowałam swoje wiklinowe dłubanki lakierobejcą, tym razem lakierem bezbarwnym w spraju i d... mięciutki taki się zrobił, jakbym go wodą pomalowała. Nie wiem dlaczego bo w necie polecają taki lakier, a u mnie porażka.
Wymyśliłam ,że materiał może lekko usztywnić koszyk. wyciągnęłam swój (dawno już pełnoletni )Łucznik,, kupon materiału i uszyłam wkład.
A tak wygląda efekt końcowy:
I JAK TU TAKIEGO NIE KOCHAĆ???:)))



piątek, 9 listopada 2012

ZMIENIŁAM WYGLĄD BLOGA

Nie wiem czy na lepsze? Ej, tam....zawsze można pobawić się kolorem....Jelitówka....paskudna choroba...ja- to mały pikuś, ale Amelka! I tak waży zaledwie 10 kg (3lata!). Idę....posiedzieć...

czwartek, 8 listopada 2012

Zapisałam sie do:



umieszczam baner odsyłający do spisu- nie wiem czy dobrze to zrobiłam?http://4.bp.blogspot.com/-yEl_6Gtv1eE/UJkyw7WtrbI/AAAAAAAACpc/E26aahrU5S8/s1600/banner.png
A teraz coś nowego, coś starego, coś własnego i coś darowanego....(kurczę, jak do ślubu!)
Ze starego szalika zrobiłam nowy szyjogrzej. Obcięłam frędzle, zszyłam dwa końce i jest:
Wełna grubaśna, szalik robiłam drutami nr 10- to najgrubsze z mojej kolekcji. Robiłam splotem dżersejowym. Tak wyglądam w nim ja


Od kolezanki z pracy dostałam prezent. Bez okazji. Dobry człowiek z niej . Dziękuję Bożenko!!!
Dłuuuuuuuuuuuuuugi ( ok 3m) szalik
i  chustę, którą zrobiła specjalnie do kaszkietu, który właśnie skończyłam. chusta od Bożenki

Mój kaszkiet szydełkowy
i komplet
Ale sobie zdjęcie zrobiłam:)))) Nadęta baba ze mnie:)) To wszystko na dzisiaj, gwiazdki się robią Pa



środa, 7 listopada 2012

UROCZYŚCIE OTWIERAM...

swój sezon świąteczno- robótkowy:)
W tym roku mam dwie choinki do przystrojenia (moja i córki). No właściwie to trzy bo siostra już od kilku lat prosi o zrobienie gwiazdek szydełkowych- tylko ten mój brak czasu....
Taką choinkę zrobiłam z...
....gazety. Pomysł przyniosłam z przedszkola. Wszystkie namiętnie składamy, dbamy o środowisko, recykling uznając.

Zrobiłam dwie, ale jedna poszła do siostry (żeby nie marudziła o gwiazdki). Brokat świeci słodko więc nie trzeba żadnych więcej ozdób na nią przyklejać.
Przy okazji wyciągnęłam swoje zeszłoroczne gwiazdki, aniołki i dzwoneczki. Okazało się, że część z nich wymaga renowacji ( prania i krochmalenia).
Jakoś ich mało zostało.... Zrobiłam w zeszłym roku ponad trzydzieści, ale większość gości pytała :MOGĘ JEDNO???!!! Tym sposobem zostało tyle:(






Jeden z moich dzwoneczków ( zaplątał się biedaczek razem z kilkoma aniołkami  do pudełka z gwiazdkami, zamiast siedzieć między swymi:(

Pudło anielskich i dzwonowatych jeszcze w pawlaczu cierpliwie czeka na czas bardziej świąteczny.
A to gwiazdysie tegoroczne, z szydełka zeskoczyły przed momentem. Złociste czekają na inne koleżanki, żeby się wykąpać, nakrochmalić i napiąć ( dobrze, że nie wypiąć)
Byłabym chrumkaczem, gdybym nie wspomniała o przyjacielu pomagającym mi w robieniu, fotografowaniu i pisaniu tego postu:
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających.







niedziela, 4 listopada 2012

PRZED SNEM

chciałabym jeszcze moje ostatnie, a zarazem pierwszy raz robione, podkładki pod gorący talerz (żeby się kółka nie odbijały).
Trzy, na różnym stopniu ukończenia. Brązowa praktycznie gotowa, może jeszcze raz pociągnę ją lakierobejcą....
Czerwona- schnie pierwsza warstwa farby, jutro malowanie uzupełniające białe miejsca i lakierowanie.
Ostatnią ukończyłam wyplatać dosłownie przed momentem. Miała być biała, ale tak mi się podoba jej kolorowy deseń, że postanowiłam ją tylko polakierować. Ale to już jutro!
Wykonałam ją z gazetek reklamowych Lidla. Spodobały mi się te kolorowe rureczki !!! A teraz DOBRANOC:)))




piątek, 2 listopada 2012

DALEJ CZEKAM

na telefon wzywający mnie na obronę....:(((
Jak mamy być zdrowi, gdy pogoda jest taka w kratkę!!!?
Jeszcze tydzień temu tak:

A dzisiaj z przedszkolakami nie mogliśmy znaleźć oni odrobiny śniegu.
Kręcę rurki i wyplatam wiklinę. Kilka zamówionych wianuszków i serc poszło do ludzi, bez fotek. Podkładki na stół suszą się, czekając na obfocenie. Robótki tymczasem zdradzone leżą zdradzone w kącie i czekają na powrót do łask. Pewnie niedługo je przeproszę, bo już się za moimi dłubankami stęskniłam.
Muszę wymyślić jakiś prezent dla wnuczki bo 26. 11 ma 3 latka. nie mam zupełnie pomysłu ( i kasy oczywiście). Tak więc myyyyyyyyyyyyyyyyyślę
moje prawie trzyletnie szczęście.
KANAPKA- ALBO PSIKUS!!!!! Usłyszałam otwierając drzwi pewnego wieczoru, i zobaczyłam:
Pomyśleć, że TOTO na własnej piersi wyhodowałam  :)